Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Platforma Obywatelska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Platforma Obywatelska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 września 2013

HANNA GRONKIEWICZ-WALTZ MODLI SIĘ O ŚNIEG

Czyżby rodziła się nowa nieświecka tradycja? Przed kilku laty posłowie związani z Radiem Maryja modlili się w Sejmie o deszcz, teraz podobną praktykę powtarzają warszawscy radni PO. Jak dowiedziała się nasza redakcja, w jednym z warszawskich kościołów o permanentne opady atmosferyczne modliła się wczoraj podczas specjalnego nabożeństwa prezydent stolicy, Hanna Gronkiewicz-Waltz wraz z radnymi wybranymi z list Platformy Obywatelskiej i częścią klubu parlamentarnego tej partii. 

Tylko 40 dni deszczu może zapewnić płynność ruchu na ulicach
- Tylko trwające pół roku porządne oberwanie chmury, grad wielkości kurzych jaj albo śnieżyca, która pozostawi po sobie co najmniej metrową warstwę śniegu, mogą zapobiec kolejnej katastrofie komunikacyjnej. Taka pogoda sprawi, że nie dojdzie do następnych demonstracji, uniemożliwiającym tysiącom ludzi normalny dojazd do albo z pracy, a ewentualnych protestujących zgoni z ulic, zapewniając w pełni płynny ruch w całej stolicy. Wzywam więc wszystkich warszawiaków, którym zależy na mieście bez korków, aby przyłączyli się do naszych modłów o śnieg lub co najmniej 40-dniową ulewę. Poza tym deszcz uratuje także dziesiątki tysięcy ludzi spędzanych siłą i terrorem przez pseudoliderów związkowych przed oderwaniem się od ukochanej pracy - powiedziała nam Hanna Gronkiewicz-Waltz.
 Jednocześnie prezydent Warszawy zaprzeczyła jakoby modły o oberwanie chmury wiązały się z planowanym przeniesieniem kolejnych demonstracji w rejon al. Armii Krajowej i Trasy Toruńskiej. - Absolutnie nie planujemy utopienia kilkudziesięciu tysięcy protestujących w kolejnym Basenie Toruńskim. A jeśli nawet do tego dojdzie, wszyscy wyraźnie zobaczą po czyjej stronie jest Bóg.

wtorek, 23 lipca 2013

24-LETNI DYREKTOR ZINFORMATYZUJE POLSKĘ

Rząd Donalda Tuska zdecydowanie stawia na młodzież. Po niedawnych rewelacjach "Rzeczpospolitej", która ujawniła, że ministrowi spraw wewnętrznych doradzają 23- i 21-latek, teraz okazało się, że pełniącym obowiązki dyrektora Departamentu Powszechnej Informatyzacji w Ministerstwie Informatyzacji i Cyfryzacji jest 24-latek, a jego zastępca ma tyle samo lat.
Urzędnicy ministerstwa już wiedzą: to jest myszka
Teraz mogą informatyzować cały kraj.
Obydwaj, podobnie jak w przypadku doradców ministra spraw wewnętrznych, mają niezbyt wielkie doświadczenie zawodowe w dziedzinie, którą się zajmują. 24-letni dyrektor w czerwcu ukończył marketing i zarządzanie na Akademii Biznesu i Psychologii w Mławie, a wcześniej zbierał jabłka w Wielkiej Brytanii, pracował w jednym z hipermarketów jako magazynier, był barmanem i selekcjonerem w klubie. Ma również, jak sam o sobie mówi, pewne doświadczenie w szołbiznesie - przez pewien czas sprzątał londyńskie kina. Natomiast jego zastępca jest absolwentem papiernictwa i poligrafii i - jak wspomina w swych CV, do którego dotarliśmy - pracował trochę w sklepie należącym do rodziców. 
Doświadczenie takie wydaje się dalece niewystarczające do pokierowania zatrudniającym kilkaset osób departamentem, zajmującym się oprócz działań na rzecz powszechnego dostępu do Internetu, również pomocą w tworzeniu e-urzędów i zapewnianiem ''szerokiego i transparentnego funkcjonowania rządu i innych instytucji publicznych'' w sieci. 
Jednak zdaniem rzecznika ministerstwa, Grzywomira Kościeja, takie decyzje personalne służą właśnie podniesieniu kompetencji fachowych wydziału. - Proces mianowania obu dyrektorów stanowi wynik starannej selekcji przeprowadzonej wśród pracowników merytorycznych departamentu. Jako jedyni spośród nich nie tylko potrafią się sprawnie posługiwać pocztą elektroniczną, ale także doskonale sobie radzą z portalami społecznościowymi, umieją wyszukać stronę przez Google, bez konieczności posiadania jej dokładnego adresu, przesyłać zdjęcia z telefonu na komputer, posługiwać się skanerem czy instalować i odinstalowywać programy. Ponadto potrafią bezbłędnie umieścić kabel internetowy w odpowiednim gnieździe komputera! A dyrektor w dodatku znakomicie posługuje się torrentami, zaś jego zastępca prowadzi pikantnego bloga, jako 15-letnia Kasia. Stąd, jak widać, na mianowanie nowego kierownictwa nie wpłynęło zupełnie - wbrew złośliwym doniesieniom niektórych mediów - bardzo aktywne udzielanie się obu w Młodych Demokratach - młodzieżówce PO, ani to, że ojciec jednego z nich siedział w szkolnej ławce z ministrem, ale ich wysoki poziom umiejętności zawodowych, zwłaszcza w porównaniu z innym pracownikami departamentu. Są też o wiele bardziej predestynowani do sprawowania swoich funkcji od niektórych poprzednich dyrektorów, kierujących powszechną informatyzacją społeczeństwa i władz państwowych, którzy nie potrafili samodzielnie włączyć komputera - stwierdził Kościej. 
- Obsadzenie kierownictwa młodymi fachowcami stanowi zresztą fragment szerszego programu podnoszenia kompetencyjności urzędników Departamentu Powszechnej Informatyzacji. W wyniku przeprowadzonych ostatnio szkoleń wszyscy nauczyli się w miarę sprawnie przesyłać i odbierać e-maile, wiedzą, co to jest strona i serwer. W kolejnym etapie planujemy przeszkolenie ich w podstawowym posługiwaniu się Twitterem, przynajmniej na tyle, by byli w stanie przeczytać wpisy ministra Sikorskiego - uśmiecha się rzecznik ministerstwa.

piątek, 19 lipca 2013

GRAŚ: ATAK JAJKIEM NA PREZYDENTA TO DRUGI SMOLEŃSK

Rzeczywiście to był zamach. Do drugiego Smoleńska był tylko mały krok. Niewiele brakowało, by Polska w ciągu kilku lat straciła drugiego prezydenta - na wczorajszej konferencji prasowej stwierdził rzecznik rządu, Paweł Graś. - ''Jajcarski'' z pozoru atak o mało nie skończył się śmiercią Bronisława Komorowskiego.



Bronisław Komorowski tuż po nieudanym zamachu
Rzecznik rządu potwierdził rewelacje prasowe na temat niezwykle silnego uczulenia Bronisława Komorowskiego na surowe jajka. Jak podał ''Fakt" obecny prezydent kilkakrotnie przebywał na szpitalnej intensywnej terapii z powodu kontaktu z surowym jajkiem. Raz, w latach 90. XX w., miało się to zakończyć nawet śmiercią kliniczną i kilkudniową śpiączką. A kilka lat temu życie Komorowskiemu uratował wierny pies myśliwski. Podczas polowania polska głowa państwa nadepnęła na gniazdo kuropatw. W wyniku kontaktu niewielkiej ilości surowych jajek ze skórą prezydent stracił przytomność i ocalał tylko dzięki swemu dzielnemu psu gończemu, który na własnych plecach przeniósł go kilka kilometrów do najbliższej przychodni zdrowia.

sobota, 15 czerwca 2013

ZAGADKA ZEGARKÓW MINISTRA NOWAKA ROZWIĄZANA

Dzięki intensywnej pracy detektywa Rutkowskiego, znamy już prawdę o zegarkach ministra Nowaka. Okazało się, że szef resortu transportu tak naprawdę nie posiadał nigdy żadnego kosztownego czasomierza. Co więcej nie miał nigdy zegarka, który kosztowałaby go więcej niż 10 PLN.
Ten zegarek cała rodzina ministra robiła dwa lata
Znanemu śledczemu udało się zdobyć jeden ze ''złotych'' zegarków Nowaka. Okazało się, że w rzeczywistości złota jest w nim tylko farba, którą został pokryty. Koperta zegarka została zrobiona z tektury, zaś w środku znajduje się mechanizm rosyjskiego budzika, kupionego na targu. 
W świetle przedstawionych przez detektywa Rutkowskiego dowodów, minister przyznał się do mistyfikacji. - Obracałem się w środowisku, gdzie wszyscy nosili drogie zegarki. Nie chciałem odstawać i wstyd mi było, że jestem biedny. Dlatego sam robiłem swoje zegarki, wykorzystując elementy tańszych, kupionych na bazarach albo po prostu znalezionych. Ślęczałem nad nimi całymi nocami po pracy, przy świetle świeczek, bo z głodowej ministerialnej pensji nie stać mnie przecież na opłacenie rachunków za prąd. Przez wiele dni przykręcałem śrubki, malowałem na złoto, dopasowywałem mechanizmy. Udało mi się przy tym dokonywać nie lada sztuk. Możecie wierzyć, że zmiana zegarka z siedmioma melodyjkami, który dostałem na komunię, w złotego wodoodpornego roleksa nie była wcale łatwa. Niekiedy rodziło to przezabawne sytuację. Przez pewien czas nosiłem zegarek przerobiony ze znalezionego na śmietniku zegara z kukułką. Zdarzyło się kiedyś na spotkaniu ministrów transportu Unii Europejskiej, że podczas referowania kluczowej kwestii, z zegarka wyskoczyła mi ta kukułka i zaczęła kukać - śmieje się minister. 
Mogę powiedzieć, że gdybym nie był ministrem, mógłbym być naprawdę niezłym zegarmistrzem. Przyznam się nawet szczerze, że ze swoich osiągnięć w tej dziedzinie jestem o wiele bardziej dumny niż z moich dokonań na polu transportu - powiedział ''Medialnym Faktom'' minister Nowak.

czwartek, 13 czerwca 2013

ROKITA SPRAWDZA JAK ŻYJE SIĘ TZW. BIEDNYM POLAKOM

Na niecodzienny eksperyment socjologiczny zdecydował się Jan Maria Rokita. Polityk chce sprawdzić jak żyje się tzw. biednym Polakom.

Rokita nie wierzy, że w Polsce można żyć biednie.
Powody decyzji są jasne – Jakiś czas temu usłyszałem debatę na temat biedy w Polsce. Oczywiście nie wierzyłem własnym uszom, że za rządów PO takie zjawisko może istnieć. Wg. interlokutorów tej dyskusji w naszym kraju istnieją podobno ludzie, którzy mają problemy ze znalezieniem pracy, a do tego ich całe pensje są np. zajęte przez komorników. Postanowiłem sprawdzić czy faktycznie jest im tak źle, jak mówili opozycyjni kłamcy. W ramach eksperymentu na polityka nałożono zajęcie komornicze na 350 tys. zł, czyli równowartość kredytu na mieszkanie. Ponadto polityk zdecydował się, w celu lepszego wcielenia się w rolę szarego obywatela, złożyć legitymację członkowską Platformy Obywatelskiej. Na chwilę obecną, w początkowej fazie eksperymentu Rokita zdecydował się na opuszczenie Polski. Miejmy nadzieję, że tym razem nie wybierze linii Lufthansa i zdecyduje się na taniego przewoźnika.

wtorek, 9 kwietnia 2013

NIESIOŁOWSKI ODZNACZONY ZA ZASŁUGI DLA KOMUNIZMU

Stefan Niesiołowski chciałby pewnie jak najszybciej zapomnieć o swoim nieszczęsnym stwierdzeniu o szczawiu i mirabelkach, jednak nie będzie mu to w najbliższym czasie dane. Tym razem przypomnienie przyszło z najmniej spodziewane strony, bo nie dość, że z zagrany, to jeszcze z samego serca azjatyckiej ''osi zła". Jak ogłosił wczoraj rzecznik rządu Korei Północnej Lim-Hu-Dżong, polski parlamentarzysta został odznaczony jednym z najwyższych odznaczeń koreańskich, Orderem Flagi Narodowej.
Laureat wysokiego północno-koreańskiego odznaczenia
Stefan Niesiołowski order ten, przyznawany za m.in. za wybitne zasługi dla komunizmu, otrzymał przede wszystkim za słowa o szczawiu. Według słów koreańskiego rzecznika, spośród ''wybitnych myślicieli burżuazyjnego Zachodu" to Niesiołowski miał najpełniej zrozumieć ''genialną myśl wielkiego przywódcy narodu, Kim Dzong Ila, w spawie upowszechnienia niezwykle zdrowych i pożywnych produktów zielonych, jak trawa czy szczaw właśnie, jako podstawy żywieniowej ludności i fundamentu szczęścia i zdrowia przyszłych pokoleń". 
Stąd też - zdaniem północnokoreańskich władz - Stefan Niesiołowski najbardziej nadaje się do rządzenia Polską. - Po rychłym już wyzwoleniu Południowej Korei i triumfie naszej robotniczo-chłopskiej armii nad całym światowym imperializmem, jesteśmy pewni, że Stefan Niesiołowski będzie odgrywał niezwykle ważną rolę w nowej Europejskiej Strefie Powszechnego Dobrobytu, która powstanie, kiedy niepowstrzymany pochód światowego komunizmu zniszczy serce europejskiej osi zła - Brukselę - oświadczył Lim-Hu-Dżong.
jednak jakoś przeżyje ostrą odmowę Stefana Niesiołowskiego
i to bez trwałego kalectwa
Stefan Niesiołowski bardzo zdecydowanie odmówił komentarza w tej sprawie. My natomiast ze swej strony chcemy poinformować, że kwestię odszkodowania za zniszczony sprzęt i podbite oko reportera "Medialnych Faktów", który próbował indagować PO w tej właśnie sprawie, rozstrzygnie sąd. Jednocześnie, jak się dowiedzieliśmy, Stefan Niesiołowski bardzo ostro odrzucił zaproszenie na Kongres Lewicy, jakie złożył mu Leszek Miller.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

GODŁEM POLSKI NIE BĘDZIE LEMING W PERUWIAŃSKIEJ CZAPCE

Przez polską prasę przeszedł kolejny głuchy "POgłos". W ostatnim numerze tego partyjnego periodyku Platformy Obywatelskiej ukazał się artykuł, który zbulwersował całą polską opinię publiczną. Chodzi tu oczywiście o zmianę polskiego godła narodowego z królewskiego orła (a właściwie bielika) na leminga w peruwiańskiej czapce.
O komentarz poprosiliśmy rzecznika rządu Pawła Grasia. 
"Medialne Fakty": Panie ministrze, jak jest z tym lemingiem? Będzie nowym godłem Polski, czy też nie?
Paweł Graś: Oczywiście, że nie. Ten artykuł to rzecz jasna dowcip. Typowy żart primaaprilisowy. Jego absurdalność jest oczywista. Dziwię się, że w ogóle się ktoś na niego nabrał i wziął to na serio. Zresztą podobnie jest ze słynną prowokacją "NIE", której dziennikarze rzekomo mieli podsłuchać premiera i Grzegorza Schetynę podczas meczu z Ukrainą. Nie wiem, jak ktoś mógł wziąć na serio takie brednie.
MF: W jednak ktoś wziął. I w dodatku tym "kimś" były niemal wszystkie największe media w Polsce. "POgłos" zafundował Platformie kolejną sondażową wpadkę. Najpierw była minister Mucha ze słowami o umiłowaniu osób starszych do przesiadywania u lekarza, teraz ta afera z lemingiem. Wydaję się, że kierownictwo PO nie do końca panuje nad treściami, które się tam ukazują. 
Tak nie będzie wyglądać nowe godło Polski
PG: Proszę Pana. W "POgłosie" pracują ludzie młodzi, chcący się pokazać światu. Nie zawsze jednak - jak widać - z jak najlepszej strony. Jednak Platforma jest partią demokratyczną, otwartą, a kierownictwo nie będzie przecież kontrolować każdego kroku jej członków. Zresztą redaktorzy "POgłosu", starając się wzbudzać niezdrowe sensacje, próbują się tylko upodobnić do reszty polskiej prasy, polującej na nowości i skandale. Przecież, o ile mnie pamięć nie myli, to "Medialne Fakty" jako pierwsze podały informacje o planowanych zmianach polskiego godła i flagi (CZYTAJ TUTAJ). 
MF: Chyba rzeczywiście. Wtedy nie było mnie jeszcze w redakcji.
PG: Być może. Ale to wy rozpoczęliście prasowe spekulacje nad kształtem nowego polskiego godła, mające niewiele wspólnego z rzeczywistością. I teraz "Super Ekspres" pisze coś - zupełnie idiotycznego i wyssanego z palca - o butelce wódki, a "Fakt" stara się go przegonić w bzdurnych imaginacjach, stwierdzając, że nasz hymn będzie się zaczynał od słów "Jeszcze Polska nie zginęła, póki my pijemy". 
MF: Ale prace nad zmianą naszego godła państwowego rzeczywiście są prowadzone. 
PG: Polska potrzebuje radykalnych zmian, nie tylko społeczno-gospodarczych, ale także wizerunkowych. Jeżeli największe polskie firmy i banki (Poczta Polska, PZU, PKO) odświeżają stare loga ku uciesze swoich klientów, dlaczego polskie państwo nie miałoby tego zrobić tego samego ku uciesze obywateli. Polacy lubią zmiany, zwłaszcza na lepsze, a te jak wiadomo są priorytetem i wizytówką rządu Donalda Tuska. Stare godło po prostu już nie przystaje do szybko zmieniającej się rzeczywistości. Widniejący na nim orzeł bielik i do tego jeszcze w koronie nijak ma się do obecnych, lepszych czasów. Po pierwsze Polska nie jest już monarchią, tylko republiką obywatelską, a po drugie bielik jest gatunkiem zagrożonym, któremu grozi wyginięcie, więc nie może dalej symbolizować naszego prężnie rozwijającego się społeczeństwa. Jako partia większościowa nie możemy pozwolić sobie na to, by reprezentowały nas mniejszości. 
MF: A więc leming... 
PG: Mogę pana zapewnić, że zwierze to nigdy nie było brane pod uwagę jako nowe godło. Taka idiotyczna myśl nie powstała nigdy w umyśle nikogo z kierownictwa partii czy rządu. Nie były też w tym kierunku prowadzone żadne prace, symulacje, badania czy obliczenia kosztów. Chociaż nie da się ukryć, iż leming mógłby mieć jak symbol naszego kraju wiele zalet. Np. ocieplić nasz wizerunek na zewnątrz, gdyż jest sympatycznym gryzoniem, a nie drapieżnym ptaszyskiem. Idealnie pasuje do obrazu obywatelskiej Polski solidarnej, jako że w każdej chwili potrafi się zjednoczyć w dążeniu do wspólnego celu, nawet gdyby tym celem miała być przepaść. Plusem byłoby też zastąpienie złotej korony skromna czapka? Nasz rząd od zawsze lansuje ideę taniego państwa, nie potrzebne nam epatowanie złotem i przepychem zwłaszcza na symbolach państwowych, a taka peruwiańska czapka, nie dość, że ciepła i tania, to oprócz tego ewidentnie świadczy o naszym otwarciu na świat. 
MF: No tak, ale koszty... 
PG: Proszę Pana. Informacje o tym, że taka zmiana kosztowałaby budżet 600 mln zł są absolutnie nieprawdziwe. Według bardzo szczegółowych obliczeń rządowego Centrum Studiów Strategicznych całkowity koszt wymiany starych godeł w przedszkolach, szkołach, urzędach i innych instytucjach państwowych na leminga w peruwiańskiej czapce wyniósłby ok. 450 mln zł, a na flaszkę wódki byłby jeszcze mniejszy. 
MF. Dziękuję bardzo za rozmowę. 
Z rzecznikiem rządu Pawłem Grasiem w imieniu "Medialnych Faktów" rozmawiał Pan Anatol.

poniedziałek, 18 marca 2013

NATALIA SIWIEC ZOSTANIE MINISTRĄ SPORTU

Przyszła ministra sportu gotowa do wyprawy w Himalaje
Wbrew wcześniejszym doniesieniom (CZYTAJ TUTAJ) Natalia Siwiec wcale nie ma zamiaru zmieniać płci i przystąpić do SLD. Od tego zamiaru - jak sama twierdzi - odwiodło ją po pierwsze to, że okazało się jako mężczyzna nie może posiadać dużych piersi, po drugie zaś podczas operacji mógłby ucierpieć jej ukochany tatuaż, który zrobiła sobie w miejscu intymnym. 

W tej sytuacji do rywalizacji o jej względy stanęły wszystkie pozostałe polskie ugrupowania polityczne. Ostatecznie modelka wybrała Platformę Obywatelską. Według jej słów zdecydowało o tym przede wszystkim to, że PO jest bardzo seksowną partią. - Pan premier jest taki seksowny, a pan prezydent ma taki niesamowity głos, że aż ciarki przechodzą. Sama nazwa PO jest w ogóle niezwykle seksowna, o wiele bardziej seksowna niż PiS, chociaż kojarzy się z papierosami, bo w filmach to po zawsze palą. Ale papierosy też mają taki seksowny kształt - powiedziała podczas wczorajszej konferencji prasowej sama Natalia Siwiec. - Dodatnim plusem zapisania się do rządu było to, że zaproponowano mi pracę jako ministra sportu i to w dodatku bez żadnego castingu. Nie musiałam się nawet rozbierać do bielizny.
To, że celebrytka może zostać ministrem potwierdził również sam Donald Tusk. Na pytanie w tej sprawie odpowiedział: - No cóż ministra Mucha zaliczyła w ciągu swojego urzędowania kilka wpadek, a jedyny naprawdę duży sukces - Euro 2012 - można równie dobrze skojarzyć z Natalią Siwiec, która w oczach wielu kibiców była najjaśniejszym punktem imprezy. Na sporcie zna się z pewnością nie gorzej niż Joanna Mucha, za to z pewnością lepiej na sportowcach - dodał z uśmiechem premier. 
Jak ogłosiła Siwiec, jednym z jej pierwszych posunięć na nowym stanowisku będzie wyprawa w Himalaje. Zainspirowała ja do tego obecna szefowa resortu sportu, która postanowiła wysłać wyprawę na poszukiwanie ciał dwóch polskich alpinistów, którzy na początku marca zginęli podczas wejścia na Broad Peak. Jej osobisty udział w ekspedycji ma zdecydowanie ułatwić odnalezienie zaginionych himalaistów, bowiem - jak sama mówi - ma znakomitego nosa do męskich ciał.
Przyszła ministra chce być pierwszą osobą na takim stanowisku, która wejdzie na najwyższą górę świata, Mount Everest. Ten wyczyn stanowiłby jej zdaniem znakomitą reklamę Polski, Polaków i samej Natalii Siwiec. - To tylko 8 kilometrów w górę, a ja na bieżni przebiegam nieraz i 5 kilometrów dziennie. A jakby co, to mój narzeczony Mariusz mnie poniesie. Jest bardzo silny, więc gdybym np. obcas sobie na kamieniach złamała, to spokojnie weźmie mnie i plecak. Zresztą Mount Everest to mężczyzna, a ja każdego faceta, którego chcę, bez problemu zdobywam. Jeszcze żaden mi się nie oparł. Gorzej jakbym musiała się wdrapywać na kobietę, np. jakąś Czomolungmę.

sobota, 2 lutego 2013

"ABY KASZUBOM ŻYŁO SIĘ LEPIEJ NIŻ POLAKOM". WYWIAD Z DONALDEM TUSKIEM


Ekskluzywny wywiad z prezesem Rady Ministrów Donaldem Tuskiem. Tylko "Medialnym Faktom" najwyższy urzędnik w państwie ujawnia swoje najskrytsze plany rządowe oraz prywatne poglądy. Rozmawiał red. Franciszek Czarny, podsłuchiwał red. Benedykt Dykta.





Franciszek Czarny: Panie profesorze...

 
Donald Tusk: Ten tytuł należy mi się już od dawna, ale niech go pan nie używa, ciągle jestem tylko magistrem.

Ale przecież otrzyma pan godność profesora, musi pan ją otrzymać.

To prawda i chyba już niedługo. Teraz, kiedy Kleiber jest prezesem PAN, Gliński nie odważy się przeciwstawiać wnioskowi o wystąpienie do prezydenta o profesurę dla mnie.

No to ja będę mówił: panie profesorze, a w tym co będzie szło do druku, zmienimy na: panie magistrze. A więc, panie profesorze, muszę powiedzieć, że mojemu szefowi redakcyjnemu, ogromnie zależy na tym wywiadzie, a ściśle mówiąc na tym, aby zapewnić pana wybór do Komisji Krajowej na Zjeździe PO w Gdańsku.

Wiem sam dobrze, że coraz więcej delegatów patrzy nam na ręce, coraz to z większą nieufnością. Muszę przyznać, że nie wiem, czy Szanowny Pan Redaktor dobrze robi, inspirując ten wywiad, mogą się ludzie zorientować, ze ja i Sz. P. Red. gramy tę samą melodię, tylko na innych fortepianach i w innych salach koncertowych... Przepraszam, kto tu zaglądał?