Pokazywanie postów oznaczonych etykietą islam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą islam. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 września 2013

SPRAWA TATARA Z SOKOŁOWA TO SPISEK

Sprawa tatara produkcji Sokołowa i jego oceny to typowa prowokacja, będąca wynikiem rozgałęzionego spisku - stwierdził prezes stowarzyszenia ''Nie dla islamizacji Polski", Andrzej Niedziałek. Chodzi tu oczywiście o pozew wniesiony przez firmę Sokołów przeciwko prowadzącemu videoblog „Kocham Gotować”, Piotrowi Ogińskiemu, który niekorzystnie ocenił tatara, wyprodukowanego przez to przedsiębiorstwo. 
Nie jedzmy Tatarów - wzywa Andrzej Niedziałek
- Sam fakt wniesienia pozwu, który skierował przeciw firmie gniew tysięcy internatów i wszystkich polskich blogerów oraz sprawił, że cały polski Internet usłyszał komunikat "tatar Sokołowa jest niedobry", jak i wysoka kwota żądanego przez firmę zadośćuczynienia (150 tys. zł), są na pierwszy rzut oka tak nielogiczne, że nie mogą nie mieć drugiego dna - stwierdził Niedziałek. Według jego słów ten pozew to wynik spisku, za którym mają stać muzułmanie, chcący dokonać islamizacji Europy i wprowadzenia na jej terenie prawa szariatu. - Cała ta afera ma tylko i wyłącznie na celu promocję tej zapomnianej już nieco potrawy, której nazwa ma wydźwięk jednoznacznie islamistyczny. Przecież Tatarzy to lud bez wątpienia muzułmański. W dodatku dziki, okrutny i bezwzględny, o czym można przekonać się choćby czytając "Trylogię" Sienkiewicza. Znani byli z podstępnych napadów, gwałcenia i porywania polskich kobiet i dzieci, palenia domów i kościołów. Byli taką Al Kaidą pierwszej inwazji islamistów na Europę. Tej, która dokonała się w XVII w. i którą polscy huzarzy zatrzymali pod Wiedniem swymi okutymi stalą piersiami. Ich wrodzoną perfidię widać dokładnie w postaci Azji Tuhajbejowicza, pokazanej tak znakomicie i wręcz proroczo w "Panu Wołodyjowskim". Polacy przyjęli go u siebie jak swego, dali dobrą pracę i mieszkanie, zupełnie jak teraz wiele krajów Europy robi z muzułmańskimi emigrantami. A on jak im się za to odwdzięczył... Dzisiaj pewnie byłby terrorystą z Al Kaidy i przywódcą jakiejś niby ''kulturalnej'' organizacji muzułmańskiej. Nazywałby się pewnie niby  po polsku, a w sercu miałby Allaha. 
W dodatku w spisek ten zamieszana ma być nie tylko firma, ale i sam bloger. - Po pierwsze stwierdził on, że obok złego może też istnieć dobry Tatar, co jest oczywistą nieprawdą. Poza tym pokazał wyższość tatara zrobionego osobiście, nad tym kupionym jako gotowy. Wymowa tego testu jest oczywista: jeśli popatrzysz na islam z zewnątrz, "serwowany" w otoczce gotowych ocen dokonanych już przez innych, to może ci się on wydawać religią złą, niesłuszną, niedobrą. Ale jeśli sam ją przyjmiesz, będzie wydawała ci się wspaniała, szlachetna, "smaczna" duchowo. To typowa retoryka propagandy islamistycznej, próbująca totalnie zakłamać rzeczywistość i przedstawić islam w korzystnym świetle. Retoryka godna najbardziej podstępnego Tatara - stwierdził Niedziałek. 
 Dlatego też wzywa do bojkotu jedzenia tatara, podobnie jak wcześniej zachęcał do nie jedzenia kebabów. - Tak jak "Jedząc kebaba, osiedlasz Araba'', tak w sensie językowym "Jedząc tatara, osiedlasz Tatara", czyli otwierasz drogę podstępnym terrorystycznym islamistom do samego serca Europy.

sobota, 20 lipca 2013

PALIKOT IDZIE W ŚLADY NAPOLEONA?

Wobec niemożliwości uzyskania trwałego porozumienia pomiędzy byłą opozycją antyislamską a Bractwem Muzułmańskim jedynym ratunkiem dla Egiptu jest objęcie rządów przez kogoś z zewnątrz. Tylko on mógłby pogodzić skłócone frakcje i zaprowadzić spokój w państwie - twierdzi jeden z przywódców umiarkowanej skrzydła egipskiego Bractwa Muzułmańskiego, Hassan Nasri. Jak nieoficjalnie dowiedziały się "Medialne Fakty'' jednym z kandydatów na stanowisko prezydenta Egiptu miałby być Janusz Palikot.
Największą wadą tego, że zostanę islamistą - mówi Palikot
- będzie konieczność rozstania z małpkami,
 fot. Mirosław Trembecki
 
Wobec spadku popularności Ruchu Palikota, widocznego niepowodzenia inicjatywy Europa+ oraz niewielkich nadziei na znalezienia się ponownie w parlamencie, Janusz Palikot szuka innych opcji. Jedną z nich - jak dowiedziały się nieoficjalnie ''Medialne Fakty'' - miałoby być właśnie objęcie przez niego rządów w Egipcie. W tym celu nawiązał nieoficjalne kontakty z oboma stronami sporu. Dobre stosunki z Bractwem Muzułmańskim ma zapewnić Anna Grodzka, która trafiła do haremu jednego z jego, pozostających na wolności, przywódców, szejka Masuda Al-Gina. Prawdopodobnie ona też stoi za przemytem broni, wykrytym wczoraj przez egipskich celników w transporcie wódki Gorzkiej Żołądkowej. Podejrzenia pograniczników wzbudziło to, iż odbiorcą transportu alkoholu jest radykalna organizacja islamska, która karze za jego spożywanie ciężką chłostą. Natomiast za stosunki z przywódcami organizacji antyislamistycznych ma odpowiadać Robert Biedroń. 
Podobno na decyzję Palikota udania się do Egiptu ogromny wpływ ma jego fascynacja Napoleonem (CZYTAJ TUTAJ), który w latach 1798-1799 próbował podbić Egipt. Jej wynikiem jest też obietnica - w razie powodzenia operacji - mianowania, na wzór marszałków napoleońskich, Grodzkiej i Biedronia na stopnie marszałków egipskich sił zbrojnych. By objąć władzę w Egipcie Janusz Palikot musiałby jednak przyjąć islam. Skoro jednak już raz zmienił się z absolwenta KUL-u i wydawcy prawicowo-katolickiego pisma "Ozon", w którym funkcję zastępcą redaktora naczelnego sprawował Tomasz Terlikowski, w czołowego antyklerykała, nie powinno mu to sprawić żadnych problemów. Jak donosi, chcące zachować anonimowość, źródło z najbliższego otoczenia Palikota, na propozycję przejścia na islam miał on odpowiedzieć: Mahometowi mówię zdecydowane nie... ma sprawy. 
Informacjom tym zaprzecza rzecznik Ruchu Palikota, Andrzej Rozenek. - Doniesienia prasowe, że chcemy podbić Egipt są całkowicie wyssane z palca. Możemy co najwyżej zorganizować na to państwo najazd turystów - uśmiecha się rzecznik. Bagatelizuje także głośną sprawę zatrzymania na lotnisku w Kairze 40 członków Ruchu Palikota, wśród których znaleźli się znani najemnicy: Oscar de Soto, podejrzewany o zorganizowanie zamachów stanu w Czadzie, Kongu i Republice Środkowej Afryki, Jewgienij Nurow, znany jako Szakal z Grozna i Salim Hadżibajowicz, jeden z dowódców bośniackich "szwadronów śmierci" w czasie wojny w Jugosławii. - No cóż przyjmujemy do Ruchu wszystkich chętnych, którzy chcą zmieniać Polskę. Ci panowie zgłosili się do nas sami. Legitymowali się zresztą polskim dokumentami. Skąd mogliśmy wiedzieć, iż każdy z nich posiada po kilkanaście paszportów. Może powinniśmy nieco zaostrzyć kryteria członkostwa, żeby na przyszłość uniknąć takich sytuacji. A zresztą pojechali oni zapewne do Egiptu po prostu turystycznie. Sam się tam wybieram, trafiła mi się niezwykła promocja - nie dość, że nie będę musiał za nic płacić, to jeszcze dostanę za wyjazd pieniądze. - A przepraszam można wiedzieć, w jakim biurze podróży można dostać tak korzystną ofertę. - Psy Wojny Company czy jakoś tak... Dokładnej nazwy nie pamiętam - powiedział Rozenek.

środa, 10 lipca 2013

ANTYISLAMIŚCI PRZECIWKO KEBABOM I JANOWICZOWI

Cieszymy się, że Jerzy Janowicz nie wygrał Wimbledonu - oświadczył wczoraj prezes stowarzyszenia ''Nie dla islamizacji Polski", Andrzej Niedziałek. - Istnieje bowiem pewne prawdopodobieństwo, że mogło by to oznaczać otwarcie Polski na wpływy islamu.
Do tego plakatu ma niedługo dołączyć drugi z hasłem:
Janowiczowi kibicujesz, islamistów promujesz
Stwierdzenie to stanowi odpowiedź na wyznanie Janowicza, który przyznał się, że w młodości otrzymał od arabskich szejków propozycję ogromnego wsparcia finansowego, pod warunkiem przyjęcia obywatelstwa Kataru i przejścia na islam. - Wprawdzie, a przynajmniej sam tak twierdzi, odrzucił tę propozycję, jednak liczy się sam fakt jej złożenia - mówi Niedziałek. - Ja też wiele lat grałem w tenisa, a takiej propozycji nie dostałem. Znaczy to, że Janowicz musiał być wyjątkowo podatny na islamistyczną propagandę. No i ktoś mu tę karierę jednak sfinansował. W to, że jego rodzice sprzedali w tym celu sieć sklepów sportowych, bo taka jest wersja oficjalna, nigdy nie uwierzę, bo przecież żaden normalny człowiek by tego nie zrobił. Może więc w rzeczywistości zdradził chrześcijaństwo za 30 srebrników i teraz tylko czeka na prawdziwe sukcesy, aby się ujawnić i pokazać, jaki to Allah jest wielki. W każdym bądź razie wszystkim, którym zależy, żeby Polska niedługo nie stała się kolejną Arabią Saudyjską, póki co odradzam kibicowanie Janowiczowi. Przynajmniej dopóki jego katarskie powiązania nie zostaną dokładnie zbadane przez niezależnych ekspertów - dodaje Niedziałek. 
Stowarzyszenie ''Nie dla islamizacji Polski'' stało się znane dzięki serii pikiet pod barami serwującymi m.in. kebaby, odbywających się pod hasłem "Jedząc kebaba, osiedlasz Araba''. Głośny na całą Polskę stał się incydent w Suwałkach, podczas którego doszło do bójki pomiędzy pikietującymi a miejscowymi skinheadami. Okazało się bowiem, że współwłaścicielem baru szybkiej obsługi, do którego wstęp blokowali antyislamiści, jest jeden z tamtejszych przywódców Ruchu Narodowego. Jednak członkowie stowarzyszenia zapowiadają, iż nie zaprzestaną walki z , jak to określają, ''kulinarną islamizacją'' naszego kraju. - Wciąż będziemy walczyć z islamistyczną inwazją kebaba, niszczącą niepowtarzalną polską tożsamość. Dla jej zachowania ważne jest, aby ''szybkie'' jedzenie kojarzyło się tylko z hamburgerem i hot dogiem - mówi Niedziałek. 
 Zaś przedstawiciel mniej radykalnego skrzydła stowarzyszenia, Gniewosz Prawdziwek, stwierdza, że jego celem jest walka przede wszystkim z "islamizacją językową". - Należy się przede wszystkim zająć tym, aby wszystkie kebaby zmienić w gyrosy. Obydwie potrawy niczym się nie różnią, przynajmniej w polskim wydaniu, a jedna ma charakter skrajnie islamistyczny, druga zaś wywodzi się z kolebki kultury europejskiej, chrześcijańskiej Grecji. Stąd też, nawet jeśli smakują tak samo, ich jedzenie ma kompletnie odmienne znaczenie ideologiczne. Apelujemy do wszystkich prawdziwych Polaków, którzy stanowią przecież ponad 80% właścicieli barów i budek, mających w swojej ofercie kebaby, aby zmienili ich nazwę na gyros. W ten sposób przyczynicie się do ocalenia Europy przed wprowadzeniem szariatu, a Polska jak dawniej pod Wiedniem znów własną piersią stanie na barykadzie pierwszej linii walki z zalewem islamu. W przypadku sprzedawania tylko gyrosów jesteśmy w stanie w ostateczności nawet jakoś tam tolerować kebaby, prowadzone przez przybyszów z takich umiarkowanych krajów islamskich: jak Armenia czy Gruzja - powiedział ''Medialnym Faktom'' Prawdziwek.