wtorek, 13 sierpnia 2013

FEMINIZM GORSZY NAWET OD STALINIZMU?

Jak podaje portal Fronda pl. "Rosja i Chiny chcą zakończyć finansowe i polityczne wsparcie ONZ dla feministycznych projektów. Mogą podjąć taką próbę jako stali członkowie Rady Bezpieczeństwa. Jak donosi pius.info, oba państwa chcą złożyć wspólny wniosek, który położy kres wszystkim projektom, instytucjom i organizacjom, jakie wspierają feminizm. We wniosku można przeczytać, że feminizm uderza w podstawowe prawa człowieka i jest totalitarną ideologią – gorszą nawet od stalinizmu, od którego oba kraje, jak podkreślają wnioskodawcy, wiele wycierpiały. 

Każda z tych pań jest gorsza od oprawcy z NKWD
Przynajmniej zdaniem Rosji i Chin.

 Zdaniem prof. Chu En Lai z Uniwersytetu Sichuan w Chengdu, który miał wpływ na kształt rosyjsko-chińskiego wniosku, jest już za późno, by otwarcie wskazać na obłudę polityków Zachodu. Uważa on, że chociaż owi politycy podróżowali przez cały świat i wytykali palcem łamanie praw człowieka, to w ich krajach panuje totalitarna ideologia – feminizm – która prawa człowieka po prostu depcze. Profesor twierdzi, że feminizm posiada wszystkie oznaki totalitaryzmu. Kształtuje swoiste grupy, których członkowie z powodu wspólnych cech odcinają się od innych grup ludzkich i są – przez państwo – preferowani. Mamy więc feministyczne pisma, książki, wydawnictwa, organizacje, tzw. organizacje parasolowe, instytuty, ośrodki szkoleniowe, uniwersyteckie katedry – wszystkie wymagają tylko jednego, by do nich dołączyć, akceptacji feminizmu. 
Zdaniem prof. Chu En Lai, przypomina to wyraźnie próby Mao Tse Tunga, który chciał zinfiltrować swoją rewolucją kulturalną całe społeczeństwo. Feminizm jest agresywną doktryną, która wszystkimi środkami zwalcza swoich oponentów. Profesor wymienia zniesławienie, wyzwiska, zastraszenie i werbalną przemoc. Próby usunięcia przeciwników feminizmu z życia społecznego mają wsparcie prawa, co jasno wskazuje, że przedstawiciele władzy sądowniczej w zachodnich krajach są już przesiąknięci ideologią feminizmu. Na Zachodzie nie ma już wolności. Prof. Chu En Lai uważa, że feminizm zniósł wolność opinii, a nawet indywidualną wolność. Wszystko znajduje się w cieniu tej ideologii. 
Z kolei dr Dymitr Szostakowicz z partii „Jedna Rosja” uważa, że feminizm przypomina mu o panowaniu NKWD, która w czasach stalinowskich troszczyła się o to, by nie było żadnych odchyleń od panującej ideologii. Jego zdaniem tylko kwestią czasu jest wtrącanie wrogów feminizmu do więzień i obozów".

Źródło:  http://www.fronda.pl

poniedziałek, 29 lipca 2013

W POLSCE BĘDZIE NAPRAWDĘ DOBRZE JUŻ ZA 10 LAT

W Polsce będzie się dobrze żyło już w roku 2023. Nasz kraj ma wtedy oferować podobny poziom życia co kraje Europy Zachodniej. Tak przynajmniej wynika z badań najwybitniejszej światowej instytucji zajmującej się prognozowaniem przyszłości - rosyjskiego INBADCZAM-u. 

W 2023 r. w Polsce szczęśliwi
będą nie tylko Hindusi
Wprawdzie naszemu krajowi wciąż będzie w tej dziedzinie nieco brakować do Szwecji, Szwajcarii czy Norwegii, ale w Polsce nie będzie się żyło gorzej niż w Grecji, Hiszpanii czy na Cyprze. Co więcej nad Wisłą będzie się żyło prawie równie dobrze jak we Włoszech, dla których prognozy INBADCZAM-u przewidują na 2023 r. 30-procentowe bezrobocie, totalny krach systemu emerytalnego, rządy mafii, bankructwo państwa i wojnę domową pomiędzy Północą i Południem. Sytuację w Polsce do tej w Italii w sposób istotny zbliży do siebie również to, że nasz ówczesny premier, wzorem Sergio Berlusconiego, będzie za dziesięć lat organizował imprezy bunga bunga. 
 Taką optymistyczną prognozę w słynnym Instytucie Badania Czarów i Magii (INBADCZAM) w Sołowcu sporządził zespół kierowany przez słynnych naukowców, uważanych za najwybitniejszych specjalistów w tej dziedzinie: prof. dr hab. czarnej i białej magii, Sabaotha Baalewicza Odyna i członka rosyjskiej Akademii Nauk, prof. magii szarej Ambrożego Wybiegałło. Badania zostały przeprowadzone przy wykorzystaniu kompleksowego systemu najnowocześniejszych i najskuteczniejszych metod przewidywania przyszłości, takich jak: onejromancja, bibliomancja, wróżenie z fusów, lotu ptaków, wnętrzności zabitego kamiennym nożem ofiarnego kurczęcia, szklanej kuli i oddechu smoka Honirycza, prognozowanie na podstawie rzucania pragermańskich kości z runami czy symulacje komputerowe. 
Badania rosyjskich naukowców potwierdzają w pełni wyliczenia przedstawione przez przewodniczącą polskiego Związku Zawodowego Cyganek Wróżących z Ręki, Irena Majewska. Gromadzi on największe krajowe autorytety w tej dziedzinie, nie tylko pochodzenia romskiego, bowiem antydyskryminacyjne regulacje Kodeksu Pracy otworzyły drogę do zawodu cyganki również przedstawicielkom innych narodowości. Według prognoz, przygotowanych wspólnym wysiłkiem przez członkinie związku, właśnie ok. 2023 r. naszemu krajowi zacznie się dziać naprawdę dobrze. Wtedy to Polska "(...) pozna przystojnego bruneta. Wysoki on będzie, piękny on będzie, bogaty on będzie. Pierścionek z diamentem da, obrączkę szczerozłotą założy, do ołtarza powiedzie, pieniędzy nie pożałuje, prezentami obsypie, szczęście przyniesie. I długo ona z nim będzie żyła, i szczęśliwie, i bogato". 
Najnowsze prognozy przedstawiają więc obraz przyszłości w o wiele bardziej pozytywnych barwach niż czyniły to poprzednie symulacje dziejów naszego kraju. W tych, przygotowywanych przez Nostradamusa, w Polsce miało stać się naprawdę dobrze, kiedy kaktus wyrośnie na ręce czarnego papieża, zaś słynne proroctwo Michaldy, królowej Saby, z roku 875 p.n.e. przewidywało poprawę sytuacji naszego kraju, dopiero gdy poniedziałek będzie zaczynał się w sobotę.

wtorek, 23 lipca 2013

24-LETNI DYREKTOR ZINFORMATYZUJE POLSKĘ

Rząd Donalda Tuska zdecydowanie stawia na młodzież. Po niedawnych rewelacjach "Rzeczpospolitej", która ujawniła, że ministrowi spraw wewnętrznych doradzają 23- i 21-latek, teraz okazało się, że pełniącym obowiązki dyrektora Departamentu Powszechnej Informatyzacji w Ministerstwie Informatyzacji i Cyfryzacji jest 24-latek, a jego zastępca ma tyle samo lat.
Urzędnicy ministerstwa już wiedzą: to jest myszka
Teraz mogą informatyzować cały kraj.
Obydwaj, podobnie jak w przypadku doradców ministra spraw wewnętrznych, mają niezbyt wielkie doświadczenie zawodowe w dziedzinie, którą się zajmują. 24-letni dyrektor w czerwcu ukończył marketing i zarządzanie na Akademii Biznesu i Psychologii w Mławie, a wcześniej zbierał jabłka w Wielkiej Brytanii, pracował w jednym z hipermarketów jako magazynier, był barmanem i selekcjonerem w klubie. Ma również, jak sam o sobie mówi, pewne doświadczenie w szołbiznesie - przez pewien czas sprzątał londyńskie kina. Natomiast jego zastępca jest absolwentem papiernictwa i poligrafii i - jak wspomina w swych CV, do którego dotarliśmy - pracował trochę w sklepie należącym do rodziców. 
Doświadczenie takie wydaje się dalece niewystarczające do pokierowania zatrudniającym kilkaset osób departamentem, zajmującym się oprócz działań na rzecz powszechnego dostępu do Internetu, również pomocą w tworzeniu e-urzędów i zapewnianiem ''szerokiego i transparentnego funkcjonowania rządu i innych instytucji publicznych'' w sieci. 
Jednak zdaniem rzecznika ministerstwa, Grzywomira Kościeja, takie decyzje personalne służą właśnie podniesieniu kompetencji fachowych wydziału. - Proces mianowania obu dyrektorów stanowi wynik starannej selekcji przeprowadzonej wśród pracowników merytorycznych departamentu. Jako jedyni spośród nich nie tylko potrafią się sprawnie posługiwać pocztą elektroniczną, ale także doskonale sobie radzą z portalami społecznościowymi, umieją wyszukać stronę przez Google, bez konieczności posiadania jej dokładnego adresu, przesyłać zdjęcia z telefonu na komputer, posługiwać się skanerem czy instalować i odinstalowywać programy. Ponadto potrafią bezbłędnie umieścić kabel internetowy w odpowiednim gnieździe komputera! A dyrektor w dodatku znakomicie posługuje się torrentami, zaś jego zastępca prowadzi pikantnego bloga, jako 15-letnia Kasia. Stąd, jak widać, na mianowanie nowego kierownictwa nie wpłynęło zupełnie - wbrew złośliwym doniesieniom niektórych mediów - bardzo aktywne udzielanie się obu w Młodych Demokratach - młodzieżówce PO, ani to, że ojciec jednego z nich siedział w szkolnej ławce z ministrem, ale ich wysoki poziom umiejętności zawodowych, zwłaszcza w porównaniu z innym pracownikami departamentu. Są też o wiele bardziej predestynowani do sprawowania swoich funkcji od niektórych poprzednich dyrektorów, kierujących powszechną informatyzacją społeczeństwa i władz państwowych, którzy nie potrafili samodzielnie włączyć komputera - stwierdził Kościej. 
- Obsadzenie kierownictwa młodymi fachowcami stanowi zresztą fragment szerszego programu podnoszenia kompetencyjności urzędników Departamentu Powszechnej Informatyzacji. W wyniku przeprowadzonych ostatnio szkoleń wszyscy nauczyli się w miarę sprawnie przesyłać i odbierać e-maile, wiedzą, co to jest strona i serwer. W kolejnym etapie planujemy przeszkolenie ich w podstawowym posługiwaniu się Twitterem, przynajmniej na tyle, by byli w stanie przeczytać wpisy ministra Sikorskiego - uśmiecha się rzecznik ministerstwa.

niedziela, 21 lipca 2013

ABP GŁÓDŹ PRZECIWKO PODWYŻSZANIU CEN ALKOHOLU

Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź chce reklamować alkohol. Ma to być specjalnie przygotowany dla niego napój Aktimelek o zawartości alkoholu od 5 (Aktimelek Light) do 20% (Aktimelek Mocny).
- Bądźcie moimi Aktimelkami - czy tak niedługo z ekranu
będzie do nas mówił abp Głódź?
Dlatego też arcybiskup Głódź zdecydowanie sprzeciwił się sformułowaniu listu pasterskiego polskiego episkopatu, którego treść w sobotę ujawniła ''Gazeta Polska Codziennie''. Ma on zostać odczytany w parafiach w sierpniu, tradycyjnym miesiącu trzeźwości. Biskupi domagają się w nim całkowitego zakazu reklamy alkoholu oraz podniesienia jego cen, co ma w sposób wyraźny ograniczyć konsumpcję napojów wyskokowych. 
Przeciwko tym postulatom wystąpił arcybiskup gdański Sławoj Leszek Głódź. - Zakaz reklamy piwa i podobnych napojów, bo tylko takie można według polskiego prawa reklamować, nie wpłynie znacząco na zmniejszenie alkoholizmu i pijaństwa. Rozumiem, gdyby zakazywano promowania wódki... Podwyższenie cen alkoholu też da niewiele. Po prostu ci mocniej pijący będą zabierać więcej pieniędzy rodzinom, odejmować od ust chleb swoim dzieciom, żeby przeznaczyć go na alkohol. Skutkiem tego wzrośnie tylko skala biedy, a więcej dzieci będzie chodziło do szkoły bez śniadania. I nie jestem przeciwny - jak twierdzą różni bezbożnicy - podwyżkom cen ze względu na to, że sam dużo piję. Mnie tam na alkohol stać - wierni sporo rzucają na tacę. Zależy mi tylko na losie powierzonej mi trzody, zwłaszcza tych najmłodszych jagniąt, biednych, głodnych, zziębniętych, bez środków do życia, zabranych przez ojców alkoholików na drożejącą wódkę. A szkodliwość alkoholu można przecież przekuć na zbożny cel - stwierdził trójmiejski arcypasterz. 
Środkiem do tego ma być napój Aktimelek, przygotowany przez koncern Danone wspólnie z jedną z największych polskich firm piwowarskich. Stanowi on mieszankę piwa, spirytusu i napoju mlecznego Actimel i został oficjalnie zakwalifikowany jako piwo smakowe. W założeniu ma stanowić ''prawdziwie męską'' odpowiedź na ''kobiece'' piwa karmelowe, jabłkowe itp. Jego reklamowanie powierzono arcybiskupowi Głódziowi, który otrzymał też - jak dowiedziały się ''Medialne Fakty" - pewną sumę pieniędzy za użyczenie nazwy. Jak powiedział nam polski rzecznik koncernu Danone - wprawdzie nazwa Acitmel została przez nas oczywiście sądownie zastrzeżona, ale słowo ''Aktimelek" i to w sposób związany z alkoholem kojarzy się jednoznacznie z abp. Głódziem. 
Przypomnijmy, chodzi tu o ujawnione kilka miesięcy temu przez jednego z bliskich współpracowników arcybiskupa kulisy pijackich imprez z udziałem metropolity gdańskiego. Miał on budzić pijany w nocy swego kapelana i kazać mu grać na akordeonie do tańca. Zaś rano na kacu wzywał go do siebie, żądając "actimelka" i krzycząc: "Bądź moim actimelkiem!". 
- Napój będzie nie tylko smaczny, ale i zdrowy - zachwala zalety Aktimelka arcybiskup. - Obok alkoholu zawierać też będzie pożyteczne kultury bakterii. I od razu w zarodku będzie tłumił kaca, a więc będzie dla organizmu niemal ''bezbolesny'' - dodaje Głódź. - Wiem, że alkohol to moja słabość. Staram się z nią walczyć. Na razie zdecydowanie przegrywam, a symulacje strategiczne przygotowywane przez diecezjalny sztab generalny wróżą kolejne klęski, wręcz drugi Stalingrad. Ale cóż, każdy przecież ma jakieś drobne wady. Trzeba je obracać w zalety. A mój udział w reklamie przyniesie diecezji sporo pieniędzy, które przeznaczę na cele sakralne, a nie jak zarzucają mi różni szatano-komuniści, na budowę basenu na terenie  mojej rezydencji - powiedział nam abp Sławoj Leszek Głódź.

sobota, 20 lipca 2013

PALIKOT IDZIE W ŚLADY NAPOLEONA?

Wobec niemożliwości uzyskania trwałego porozumienia pomiędzy byłą opozycją antyislamską a Bractwem Muzułmańskim jedynym ratunkiem dla Egiptu jest objęcie rządów przez kogoś z zewnątrz. Tylko on mógłby pogodzić skłócone frakcje i zaprowadzić spokój w państwie - twierdzi jeden z przywódców umiarkowanej skrzydła egipskiego Bractwa Muzułmańskiego, Hassan Nasri. Jak nieoficjalnie dowiedziały się "Medialne Fakty'' jednym z kandydatów na stanowisko prezydenta Egiptu miałby być Janusz Palikot.
Największą wadą tego, że zostanę islamistą - mówi Palikot
- będzie konieczność rozstania z małpkami,
 fot. Mirosław Trembecki
 
Wobec spadku popularności Ruchu Palikota, widocznego niepowodzenia inicjatywy Europa+ oraz niewielkich nadziei na znalezienia się ponownie w parlamencie, Janusz Palikot szuka innych opcji. Jedną z nich - jak dowiedziały się nieoficjalnie ''Medialne Fakty'' - miałoby być właśnie objęcie przez niego rządów w Egipcie. W tym celu nawiązał nieoficjalne kontakty z oboma stronami sporu. Dobre stosunki z Bractwem Muzułmańskim ma zapewnić Anna Grodzka, która trafiła do haremu jednego z jego, pozostających na wolności, przywódców, szejka Masuda Al-Gina. Prawdopodobnie ona też stoi za przemytem broni, wykrytym wczoraj przez egipskich celników w transporcie wódki Gorzkiej Żołądkowej. Podejrzenia pograniczników wzbudziło to, iż odbiorcą transportu alkoholu jest radykalna organizacja islamska, która karze za jego spożywanie ciężką chłostą. Natomiast za stosunki z przywódcami organizacji antyislamistycznych ma odpowiadać Robert Biedroń. 
Podobno na decyzję Palikota udania się do Egiptu ogromny wpływ ma jego fascynacja Napoleonem (CZYTAJ TUTAJ), który w latach 1798-1799 próbował podbić Egipt. Jej wynikiem jest też obietnica - w razie powodzenia operacji - mianowania, na wzór marszałków napoleońskich, Grodzkiej i Biedronia na stopnie marszałków egipskich sił zbrojnych. By objąć władzę w Egipcie Janusz Palikot musiałby jednak przyjąć islam. Skoro jednak już raz zmienił się z absolwenta KUL-u i wydawcy prawicowo-katolickiego pisma "Ozon", w którym funkcję zastępcą redaktora naczelnego sprawował Tomasz Terlikowski, w czołowego antyklerykała, nie powinno mu to sprawić żadnych problemów. Jak donosi, chcące zachować anonimowość, źródło z najbliższego otoczenia Palikota, na propozycję przejścia na islam miał on odpowiedzieć: Mahometowi mówię zdecydowane nie... ma sprawy. 
Informacjom tym zaprzecza rzecznik Ruchu Palikota, Andrzej Rozenek. - Doniesienia prasowe, że chcemy podbić Egipt są całkowicie wyssane z palca. Możemy co najwyżej zorganizować na to państwo najazd turystów - uśmiecha się rzecznik. Bagatelizuje także głośną sprawę zatrzymania na lotnisku w Kairze 40 członków Ruchu Palikota, wśród których znaleźli się znani najemnicy: Oscar de Soto, podejrzewany o zorganizowanie zamachów stanu w Czadzie, Kongu i Republice Środkowej Afryki, Jewgienij Nurow, znany jako Szakal z Grozna i Salim Hadżibajowicz, jeden z dowódców bośniackich "szwadronów śmierci" w czasie wojny w Jugosławii. - No cóż przyjmujemy do Ruchu wszystkich chętnych, którzy chcą zmieniać Polskę. Ci panowie zgłosili się do nas sami. Legitymowali się zresztą polskim dokumentami. Skąd mogliśmy wiedzieć, iż każdy z nich posiada po kilkanaście paszportów. Może powinniśmy nieco zaostrzyć kryteria członkostwa, żeby na przyszłość uniknąć takich sytuacji. A zresztą pojechali oni zapewne do Egiptu po prostu turystycznie. Sam się tam wybieram, trafiła mi się niezwykła promocja - nie dość, że nie będę musiał za nic płacić, to jeszcze dostanę za wyjazd pieniądze. - A przepraszam można wiedzieć, w jakim biurze podróży można dostać tak korzystną ofertę. - Psy Wojny Company czy jakoś tak... Dokładnej nazwy nie pamiętam - powiedział Rozenek.

piątek, 19 lipca 2013

GRAŚ: ATAK JAJKIEM NA PREZYDENTA TO DRUGI SMOLEŃSK

Rzeczywiście to był zamach. Do drugiego Smoleńska był tylko mały krok. Niewiele brakowało, by Polska w ciągu kilku lat straciła drugiego prezydenta - na wczorajszej konferencji prasowej stwierdził rzecznik rządu, Paweł Graś. - ''Jajcarski'' z pozoru atak o mało nie skończył się śmiercią Bronisława Komorowskiego.



Bronisław Komorowski tuż po nieudanym zamachu
Rzecznik rządu potwierdził rewelacje prasowe na temat niezwykle silnego uczulenia Bronisława Komorowskiego na surowe jajka. Jak podał ''Fakt" obecny prezydent kilkakrotnie przebywał na szpitalnej intensywnej terapii z powodu kontaktu z surowym jajkiem. Raz, w latach 90. XX w., miało się to zakończyć nawet śmiercią kliniczną i kilkudniową śpiączką. A kilka lat temu życie Komorowskiemu uratował wierny pies myśliwski. Podczas polowania polska głowa państwa nadepnęła na gniazdo kuropatw. W wyniku kontaktu niewielkiej ilości surowych jajek ze skórą prezydent stracił przytomność i ocalał tylko dzięki swemu dzielnemu psu gończemu, który na własnych plecach przeniósł go kilka kilometrów do najbliższej przychodni zdrowia.

piątek, 12 lipca 2013

KORWIN-MIKKE WRÓCIŁ NA ZIEMIĘ

Janusz Korwin-Mikke (na zdj.) wrócił z Kosmosu na Ziemię - podała dziś agencja Reuters.

Z informacji wynika, że o godz. 11.00 statek z Korwinem na pokładzie wylądował na przylądku Canaveral. Przypomnijmy, że były szef własnej Platformy wyleciał w Kosmos dzięki czynnej pomocy polskich socjalistów i Unii Europejskiej (CZYTAJ TUTAJ). Jak twierdzi, w Kosmosie zajmował się przede wszystkim dawaniem popularnych wykładów, na które ponoć tłumy kosmitów waliły drzwiami i oknami. Wrócił  bogatszy nie tylko o doświadczenia. Wykłady były - według słów Korwina-Mikke - świetnie opłacane. Nie chciał wprawdzie podać dokładnej sumy, stwierdził tylko, że dostawał za każdy z nich 10 razy więcej niż Lech Wałęsa za całą serię odczytów. Oprócz tego miał doradzać jednemu z kosmicznych władców, pomagając mu w stłumieniu buntu poddanych. - Szykowała się druga Rewolucja Francuska, ale wystarczyło parę salw z armat i trochę prądu w jądra i po kosmicznych socjalbandytach nie zostało nawet śladu - chwalił się tuż po opuszczeniu statku kosmicznego Korwin-Mikke. Jednocześnie zaprzeczył "obrzydliwym lewackim kalumniom", jakoby w Kosmosie miał w rzeczywistości dorabiać, pracując na zmywaku.

środa, 10 lipca 2013

ANTYISLAMIŚCI PRZECIWKO KEBABOM I JANOWICZOWI

Cieszymy się, że Jerzy Janowicz nie wygrał Wimbledonu - oświadczył wczoraj prezes stowarzyszenia ''Nie dla islamizacji Polski", Andrzej Niedziałek. - Istnieje bowiem pewne prawdopodobieństwo, że mogło by to oznaczać otwarcie Polski na wpływy islamu.
Do tego plakatu ma niedługo dołączyć drugi z hasłem:
Janowiczowi kibicujesz, islamistów promujesz
Stwierdzenie to stanowi odpowiedź na wyznanie Janowicza, który przyznał się, że w młodości otrzymał od arabskich szejków propozycję ogromnego wsparcia finansowego, pod warunkiem przyjęcia obywatelstwa Kataru i przejścia na islam. - Wprawdzie, a przynajmniej sam tak twierdzi, odrzucił tę propozycję, jednak liczy się sam fakt jej złożenia - mówi Niedziałek. - Ja też wiele lat grałem w tenisa, a takiej propozycji nie dostałem. Znaczy to, że Janowicz musiał być wyjątkowo podatny na islamistyczną propagandę. No i ktoś mu tę karierę jednak sfinansował. W to, że jego rodzice sprzedali w tym celu sieć sklepów sportowych, bo taka jest wersja oficjalna, nigdy nie uwierzę, bo przecież żaden normalny człowiek by tego nie zrobił. Może więc w rzeczywistości zdradził chrześcijaństwo za 30 srebrników i teraz tylko czeka na prawdziwe sukcesy, aby się ujawnić i pokazać, jaki to Allah jest wielki. W każdym bądź razie wszystkim, którym zależy, żeby Polska niedługo nie stała się kolejną Arabią Saudyjską, póki co odradzam kibicowanie Janowiczowi. Przynajmniej dopóki jego katarskie powiązania nie zostaną dokładnie zbadane przez niezależnych ekspertów - dodaje Niedziałek. 
Stowarzyszenie ''Nie dla islamizacji Polski'' stało się znane dzięki serii pikiet pod barami serwującymi m.in. kebaby, odbywających się pod hasłem "Jedząc kebaba, osiedlasz Araba''. Głośny na całą Polskę stał się incydent w Suwałkach, podczas którego doszło do bójki pomiędzy pikietującymi a miejscowymi skinheadami. Okazało się bowiem, że współwłaścicielem baru szybkiej obsługi, do którego wstęp blokowali antyislamiści, jest jeden z tamtejszych przywódców Ruchu Narodowego. Jednak członkowie stowarzyszenia zapowiadają, iż nie zaprzestaną walki z , jak to określają, ''kulinarną islamizacją'' naszego kraju. - Wciąż będziemy walczyć z islamistyczną inwazją kebaba, niszczącą niepowtarzalną polską tożsamość. Dla jej zachowania ważne jest, aby ''szybkie'' jedzenie kojarzyło się tylko z hamburgerem i hot dogiem - mówi Niedziałek. 
 Zaś przedstawiciel mniej radykalnego skrzydła stowarzyszenia, Gniewosz Prawdziwek, stwierdza, że jego celem jest walka przede wszystkim z "islamizacją językową". - Należy się przede wszystkim zająć tym, aby wszystkie kebaby zmienić w gyrosy. Obydwie potrawy niczym się nie różnią, przynajmniej w polskim wydaniu, a jedna ma charakter skrajnie islamistyczny, druga zaś wywodzi się z kolebki kultury europejskiej, chrześcijańskiej Grecji. Stąd też, nawet jeśli smakują tak samo, ich jedzenie ma kompletnie odmienne znaczenie ideologiczne. Apelujemy do wszystkich prawdziwych Polaków, którzy stanowią przecież ponad 80% właścicieli barów i budek, mających w swojej ofercie kebaby, aby zmienili ich nazwę na gyros. W ten sposób przyczynicie się do ocalenia Europy przed wprowadzeniem szariatu, a Polska jak dawniej pod Wiedniem znów własną piersią stanie na barykadzie pierwszej linii walki z zalewem islamu. W przypadku sprzedawania tylko gyrosów jesteśmy w stanie w ostateczności nawet jakoś tam tolerować kebaby, prowadzone przez przybyszów z takich umiarkowanych krajów islamskich: jak Armenia czy Gruzja - powiedział ''Medialnym Faktom'' Prawdziwek.

piątek, 5 lipca 2013

FIFA: REWOLUCYJNE ZMIANY ZASAD GRY W PIŁKĘ


Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej (FIFA) wprowadza rewolucyjne zmiany w zasadach gry w piłkę kopaną. Od września mecze będą się toczyć co najmniej 90 minut, ale koniecznie do remisu między drużynami.

Zmiany mają dotyczyć zarówno dotychczasowych rozgrywek ligowych, jak i meczów reprezentacji
Równość nie będzie już zarezerwowana tylko dla sportów
wodnych
narodowych. Oznacza to, że wszelkie podziały na ligi piłkarskie zostaną zlikwidowane. Drużyny zrzeszone w narodowych związkach piłki nożnej będą grały wspólnie, bez względu na dotychczasową pozycję w tabelach, w ramach losowania. To samo tyczy się rozgrywek reprezentacji, w tym mistrzostw kontynentalnych oraz mundialu.

Podstawowa zmiana jest prosta. Mecze będą trwały co najmniej 90 minut. Jeśli podczas końcowego gwizdka wynik będzie inny niż remisowy, arbiter przedłuży spotkanie o tyle czasu, ile będzie potrzebne którejś z drużyn do wyrównania. Według przedstawicieli FIFA ma to zapobiec rozróbom pseudokibiców oraz uniezależnić piłkę od wpływów wielkiego kapitału. - Chcemy wrócić do korzeni tego przepięknego sportu, jakimi są rywalizacja fair play oraz zwykła zabawa - mówił na konferencji w Sao Paulo przewodniczący FIFA Sepp Blatter. Zmiany będą obowiązujące dla wszystkich narodowych związków piłki nożnej i wszystkich drużyn zawodowych.

Niewątpliwie najbardziej na decyzji federacji piłkarskiej skorzysta polski futbol. Zbigniew Boniek, prezes PZPN, ocenia, że zmiany zlikwidują wreszcie przemoc stadionową, uliczne burdy pseudokibiców przed i po meczach, a nawet zażegnają konflikty międzynarodowe. W świecie piłkarskim do dziś żywa jest pamięć o tzw. wojnie futbolowej z 1969 r., kiedy po przegranym przez Honduras meczu eliminacyjnym z Salwadorem wybuchł konflikt zbrojny między tymi państwami. Jak pamiętamy, podobnie napięta sytuacja miała miejsce podczas meczu Polska-Rosja na ubiegłorocznych Mistrzostwach Europy.

A jak rewolucję piłkarską oceniają nasi kibice? Dla "Medialnych Faktów" komentuje Kazimierz Polepa, pierwszy baryton szalikowców w Chórze Legionistów CWKS: - Skoro nie wiadomo już będzie kogo i za co bić, bo przecież będą same remisy, prawdopodobnie skupimy się na tradycyjnym niszczeniu i paleniu własności publicznej, w sumie to wrogiej kibicom obu drużyn oraz na biciu sędziego i rodzin z dziećmi, które tak są potrzebne na meczach, jak kwiatek w piździe. Przepraszam, u kożucha. Jeśli to też okaże się niezgodne z nowymi przepisami, wrócimy pewnie do przedwojennej tradycji bicia Żyda. Odkąd prokuratura zalegalizowała swastykę jako symbol szczęśliwych Hindusów, to liczymy, że do tej tradycyjnej formy spędzania czasu przez mieszkańców Indii też nikt się nie będzie przyczepiać.


Ze zmian bardzo ucieszyli się działacze Ruchu Palikota. Robert Biedroń, Anna Grodzka i Ryszard Kalisz we wspólnym oświadczeniu wyrazili nadzieję, że piłkarze, którzy będą musieli gryźć trawę nawet przez trzy godziny w pogoni za remisem, będą jeszcze piękniej zbudowani i silni.

środa, 3 lipca 2013

ŻONA PUTINA CHCE POŁOWY KREMLA

Sensacyjne informacje na temat rozwodu państwa Putinów. Ludmiła Putin zażądała połowy należącego do męża majątku. W tym też jednej drugiej dotychczasowego miejsca zamieszkania rosyjskiej pary prezydenckiej - Kremla.
Połowa tej posesji już niedługo będzie należała do żony Putina
Ten zabytkowy kompleks kilku cerkwi i pałaców, wpisany na na listę światowego dziedzictwa UNESCO - dawna siedziba rosyjskich carów i I sekretarzy partii komunistycznej - jest siedzibą Władymira Putina od początku 2000 roku. Nawet, kiedy prezydentem był Dymitrij Miedwiediew, obecny rosyjski przywódca wciąż rezydował na Kremlu. - Wiem, że niektórym może się to wydać dziwne, ale to normalne, że małżonkowie dzielą się po połowie mieszkaniem, w posiadanie którego weszli, kiedy byli razem. Władimir zdobył Kreml w wieczyste władanie, podczas gdy byliśmy mężem i żoną, więc to naturalne, że połowa należy do mnie - mówi małżonka rosyjskiego prezydenta. 
 Jednocześnie, jak informuje moskiewska "Prawda", Ludmiła Putin dość mocno ograniczyła swoje pierwotne żądania rozwodowe. Na początku miała domagać się połowy, należącej do męża, Rosji. Później jednak ograniczyła swoje oczekiwania do 10% kraju. - Nie jestem politykiem, więc zajmowanie się tak dużą częścią, tak ogromnego państwa stanowiłoby dla mnie pewien problem - mówi Putinowa. Częściowo zapewne na zmniejszenie żądań w tej kwestii wpływ miały niedawno ujawnione przez WikiLeaks dane na temat rzeczywistej struktury własnościowej Rosji. Okazało się, że Putin posiada zaledwie 56% państwa, 15% procent należy do Dymitrija Miedwiediewa, reszta do mniejszych akcjonariuszy. Stąd też Ludmiła jeszcze Putin nie chce zapewne angażować się zbyt mocno w ''przepychanki'' o kontrolę nad Rosja S.A. Jednak oddanie takiej ilości akcji Rosji przez Putina żonie oznaczałoby, że nie mógłby on już samodzielnie podejmować decyzji państwowych i musiałby za każdym razem zwracać się o ich akceptację do innych współwłaścicieli. 
Jak nieoficjalnie dowiedziały się ''Medialne Fakty", Ludmiła Putin domagała się początkowo również jednej drugiej legendarnej rosyjskiej stacji kosmicznej Mir. Jednak, kiedy okazało się, że została ona zniszczona w 2000 r., zadeklarowała, że zadowoli się połową rosyjskich satelitów szpiegowskich.

czwartek, 27 czerwca 2013

GRONKIEWICZ- WALTZ CHCE SIĘ PODAĆ DO DYMISJI

Prezydent Warszawy, Hanna Gronkiewicz-Waltz, postanowiła uprzedzić działania opozycji, zmierzające do usunięcia jej ze stanowiska i sama ogłosiła chęć złożenia rezygnacji ze stanowiska osoby zarządzającej warszawskim samorządem.
Podam się do dymisji. Kiedy? HGW.
Hanna Gronkiewicz-Waltz stwierdziła w wydanym dzisiaj specjalnym oświadczeniu: Ostatnie ataki na mnie oraz znaczne poparcie warszawiaków dla akcji zbierania podpisów w sprawie mojej dymisji, skłoniły mnie do głębszej refleksji nad efektami mego kierowania samorządem stolicy. W jej wyniku doszłam do wniosku, że moi przeciwnicy mają w znacznej części rację. Rzeczywiście rządzenie tak ogromnym miastem nieco mnie przerosło i nie podołałam obowiązkom w takim stopniu, aby zapewnić Warszawie tak sprawne kierownictwo, jakbym chciała. Jednocześnie porzucanie mych obowiązków tak z dnia na dzień, bez dokończenia pewnych istotnych dla stolicy spraw, uważam za skrajnie samolubne i nieodpowiedzialne. Stąd też, zanim podam się do dymisji, chciałabym dokończyć najpilniejsze sprawy, tak, aby nie zostawiać mojemu następcy bałaganu. Dlatego też postaram się skończyć budowę czwartej linii metra, przekształcić część tras: Toruńskiej i Armii Krajowej na stałe w basen mego imienia oraz przebudować Zamek Królewski na aquapark, połączony z hipermarketem. No i oczywiście podwyższyć ceny 20-minutowych ulgowych biletów komunikacji miejskiej do 5 zł. Ponadto zamierzam przekształcić pałac w Wilanowie w oficjalną letnią rezydencję prezydentów stolicy, żeby żaden mój następca nie musiał się poniżać i wydawać majątku, próbując do niego wejść. 
O tym, że prezydent rzeczywiście szykuje się do dymisji, świadczy przedłożony radzie miasta projekt uchwały, przewidującej potrojenie wysokości odpraw dla odwoływanych wysokich warszawskich urzędników. Planowany termin rezygnacji Hanny Gronkiewicz-Waltz, związany z dokończeniem czwartego etapu budowy metra, to rok 2040.

niedziela, 23 czerwca 2013

GEJE BIJĄ DRESIARZY

Fala przemocy przechodzi przez Łódź. Gangi gejów terroryzują miasto, kierując swą agresję przeciwko tzw. ''dresiarzom'', hoolsom łódzkich klubów piłkarskich oraz skinheadom. Znaczna część łodzian żyje w ciągłym strachu przed atakami na tle odmiennej orientacji seksualnej.

Agresywni geje łamią nawet konwencję genewską,
przebierając się w mundury przeciwnika
Tylko w tym tygodniu pobitych zostało przynajmniej 8 osób, spłonęły też, podpalone przez ''nieznanych sprawców'', 4 samochody marki BMW. A takich zdarzeń może być o wiele więcej, bowiem wiele ofiar w obawie przed zemstą gejów nie zgłasza faktu pobicia na policję. Kim są zatem ofiary homoseksualnych szajek? 
Kamil, lat 24, 190 wzrostu, mięśnie jak u kulturysty, na ramieniu wytatuowane godło jego ulubionego klubu piłkarskiego z napisem: ''Kto nie skacze, ten Żyd". Rozmawiamy przed blokiem. Obok nas wielki, namalowany sprajem napis ''Gay power''. Koło niego na murze skrzyżowane nóż i siekiera, znak najgroźniejszej gejowskiej bojówki Black Fag. - Parę tygodni temu geje zrobili mi wjazd na kwadrat. Ktoś im doniósł, że w moim mieszkaniu zbierają się szalikowcy. Nas było czterech, ich z sześciu. Koledzy codziennie chodzą na siłkę, trenują boks, ale kiedy geje wpadli znienacka, krzycząc ''na plasterki'', nie mieliśmy najmniejszych szans. Ja się jeszcze jako tako wywinąłem, ale dwóch kumpli wylądowało w szpitalu. Później przez miesiąc mieszkałem u dziewczyny, bałem się nawet zaglądać do domu. Parę dni temu zrobiliśmy z kolegami, kibicującymi innemu klubowi, takie przyjacielskie spotkanie w lesie, tzw. ustawkę. Niektórzy koledzy trochę ze sobą dyskutowali, inni zbierali grzyby, no bo jest taka odwieczna rywalizacja między nami kibicami, fani której drużyny więcej prawdziwków znajdą. I nagle wpadła banda gejów z bejsbolami, siekierami i maczetami. Gonili nas przez las ze trzy kilometry. Dzwoniliśmy z kolegą na policję, ale policjanci w ogólnie nie przyjechali, tak się boją gejów. 
- Na dzielnicy to w dzień mogę jeszcze chodzić normalnie, ale kiedy chcę wyskoczyć do centrum, zamiast mojego ukochanego dresu muszę nakładać jakieś obrzydliwe spodnie - rurki z lycrą. W przeciwnym razie nieraz bym już miał obity ryj, a pewnie i coś dużo gorszego by mnie spotkało - mówi Mariusz (lat 22), dresiarz od 8 lat. - A te rurki nie dość, że obrzydliwie wyglądają, to jeszcze okropnie cisną. Kiedy chcę wyjść na miasto, nawet obcinam ładnie paznokcie i usuwam skórki, bo bandy gejów i ręce potrafią sprawdzać. Kolega zaczął nawet depilować plecy. Pracuje na budowie, a że jest lato i gorąco, to nieraz chodzi bez koszulki. Jakby go geje dorwali, to normalnie miałby murowany wp...dol, a tak zawsze może powiedzieć, że dres to takie ubranie robocze. W ogóle cała dzielnia żyje w ciągłym strachu. Niektórzy kumple to z domu wyskakują już tylko po wino. Wieczorem na ławce nie spotkasz nikogo znajomego, a jak siedzą ziomki, to wszyscy poprzebierani za gejów. 
Do gejów coraz częściej zaczynają dołączać lesbijki. - Stałyśmy se k... spokojnie z koleżankami k..., aż tu podchodzą k... dwie takie k... i do suki, znaczy się k... koleżanki - ''co się k... lampisz'' i z miejsca jej k... strzała k... w ryj. I k... takimi słowami się k... do nas k... odnosiły, że nawet k.. jak k... w poprawczaku k... kiblowałam, to nigdy k... takich bluzgów k... nie słyszałam - mówi Kamila (lat 18). - Teraz k... to wieczór k... nawet k... na miasto nie wyp...lamy się k... polansić, tak się k... boimy. 
W związku z tymi wydarzeniami Polskie Towarzystwo Miłośników Dresów z Trzema Paskami, Łódzka Unia Blokersów, Stowarzyszenie ‘’Rycerze Ortalionu’’, grupy hoolsów obu największych łódzkich klubów piłkarskich, łódzki fanklub komórkowych filmików, realizowanych na podstawie powieści Olka ‘’Ojca’’ Dumasa ‘’Trzej bejsbolerowie’’ oraz Inicjatywa Zimny Łokieć organizują w przyszły czwartek marsz pod hasłem ''Stop homoprzemocy''. Dołączenia do marszu odmówił natomiast łódzki Ruch Narodowy, w którym bardzo duże wpływy ma Sekcja LGTB. W oficjalnym oświadczeniu narodowcy stwierdzili: "Wprawdzie niektórzy członkowie naszej organizacji padają ofiarą ataków ze strony gejów, ale Ruch Narodowy zawsze chciał prawdziwych męszczyzn i nareszcie takich mamy". Część łódzkich narodowców zaproponowała nawet ofiarowanie bojowym gejom ryngrafu, poświęconego osobiście przez prałata Jankowskiego, oraz portretu Romana Dmowskiego.

czwartek, 20 czerwca 2013

POLSKA GOSPODARKA ZDECYDOWANIE PRZYSPIESZY

Polska nie musi obawiać się kryzysu gospodarczego - stwierdził wczoraj podczas konferencji prasowej minister Jacek Rostowski. - Rząd przygotował rewolucyjną metodę, dzięki której nasza gospodarka nie tylko uniknie światowych zawirowań ekonomicznych, ale i zdecydowanie przyspieszy.
Nasz program to zupełnie nowa jakość w światowej ekonomii. Dotychczas przyspieszenie takie stanowiło wynik korzystnych zjawisk ekonomicznych, gospodarczych i społecznych. Teraz będzie odwrotnie - to przyspieszenie zainicjuje powstawanie takich zjawisk. Przede wszystkim chcemy przyspieszyć pracę. Teraz pracownicy to, co dotychczas robili w ciągu ośmiu godzin, będą musieli zrobić w sześć. Oczywiście może się okazać, w nielicznych zapewne przypadkach, że nie wyrobią się z pracą. Wtedy będą musieli po prostu zostać te dwie godziny dłużej, oczywiście już bezpłatnie. Spowoduje to zdecydowany wzrost wydajności polskich przedsiębiorstw, przynajmniej w przeliczeniu na godzinę. Dzięki temu Polska, zamiast tkwić przy końcu listy gospodarek europejskich, jeśli chodzi o wydajność na godzinę pracy, znajdzie się na jej początku. Polska gospodarka podskoczy więc zdecydowanie w statystykach, a o to przede wszystkim chodzi rządowi. Ponadto przy niezmienionej wydajności ogólnej, zdecydowanie spadną koszty pracy, co wyraźnie poprawi konkurencyjność naszej gospodarki. Polska na takim przyspieszeniu wkroczy nie tylko w 2014 rok, ale od razu wjedzie w XXII wiek - dodał z uśmiechem minister finansów. 
Pierwsi nauczyciele znaleźli się już na wózkach
Według słów Jacka Rostowskiego przyspieszenie ma objąć również szkolnictwo. Nauczyciele będą musieli zrealizować cały program w 6,5 miesiąca, dzięki czemu przez resztę roku będą mogli swobodnie odbywać bezpłatne staże jako operatorzy wózków widłowych. Dotyczy to również nauczycieli akademickich. Ma to zdaniem rządu kilka zalet. Po pierwsze obniży wydatki samorządowe i rządowe na oświatę, dzięki czemu będzie je można przeznaczyć na inne, bardziej pożyteczne cele. Wzrośnie wszechstronność kwalifikacji nauczycieli, tak potrzebna na współczesnym, zmiennym rynku pracy. W końcu rozwiązany też zostanie poważny problem społeczny. Chodzi o osoby z wykształceniem wyższym, posiadające pewne aspiracje pedagogiczne czy naukowe lub poważne inklinacje do pracy umysłowej, które - z powodu braku właściwego zajęcia - pracują fizycznie. Teraz, kiedy nauczyciele "wsiądą na wózki", ludzie ci nie będą mieli powodów zazdrościć im pracy. Zmniejszy do zdecydowanie frustrację absolwentów, nie mogących znaleźć po studiach pracy, zgodnej z ich wykształceniem. 
Temu ostatniemu celowi ma służyć również opracowywana przez rząd ustawa, zezwalająca pracodawcom zlecić wykonywanie prac fizycznych zatrudnionym u nich pracownikom umysłowym. Będą oni musieli dodatkowo przepracować w tym charakterze cztery - dotychczas wolne - dni w miesiącu, oczywiście bezpłatnie. A że nie wszystkie przedsiębiorstwa posiadają wystarczającą ilość stanowisk dla pracowników fizycznych, więc projekt przewiduje możliwość odstępowania - oczywiście płatnego - przez "macierzystych" przedsiębiorców ich pracy innym firmom. Znaczne zainteresowanie wynajmowaniem takich pracowników zgłosili właściciele sieci hipermarketów, pod warunkiem, że suma odstępnego płaconego przedsiębiorcom będzie o wiele niższa, niż ta, którą musieliby zapłacić "normalnym" zatrudnionym. 
Natomiast dla uczniów klas ponadpodstawowych, którzy będą mieli teraz 5,5 miesięcy wakacji, rząd przygotował program obowiązkowych bezpłatnych staży, mających ich przystosować do pełnego wejścia na rynek pracy od razu po skończeniu szkoły. Rodzi to pytanie, czy aby najmłodsi gimnazjaliści podołają takim obciążeniom? Minister Rostowski starał się rozwiać obawy dziennikarzy, dotyczące zatrudniania 13-, 14-latków: - Rzeczywiście taka młodzież do wielu prac się jeszcze nie nadaje, jednak - jak pokazują doświadczenia zagraniczne - zupełnie dobrze radzi sobie z wieloma pracami polowymi, robieniem bombek czy szyciem adidasów. 
Reforma ta współgra wyraźnie z - szykowanym przez rząd - kolejnym rozszerzeniem okresu rozliczania czasu pracy. Według planów gabinetu Donalda Tuska, w przyszłym roku na on wzrosnąć z 4-12 miesięcy do 40 lat. - To wraz z przyspieszeniem gospodarki ostatecznie zlikwiduje to - tak nurtujący wielu Polaków - problem nadgodzin - dodał minister finansów.
Zdaniem ministra rządowa koncepcja jest absolutnie nowatorska, a jej przyjęcie przez Sejm zapisze się złotymi zgłoskami w historii światowej ekonomii. Już teraz wzbudziła szerokie zainteresowanie za granicą. Nad szerokim czerpaniem z polskich wzorów zastanawiają się inne, mocno przyspieszające gospodarczo kraje, takie jak Chiny, Bangladesz i Wietnam.

sobota, 15 czerwca 2013

ZAGADKA ZEGARKÓW MINISTRA NOWAKA ROZWIĄZANA

Dzięki intensywnej pracy detektywa Rutkowskiego, znamy już prawdę o zegarkach ministra Nowaka. Okazało się, że szef resortu transportu tak naprawdę nie posiadał nigdy żadnego kosztownego czasomierza. Co więcej nie miał nigdy zegarka, który kosztowałaby go więcej niż 10 PLN.
Ten zegarek cała rodzina ministra robiła dwa lata
Znanemu śledczemu udało się zdobyć jeden ze ''złotych'' zegarków Nowaka. Okazało się, że w rzeczywistości złota jest w nim tylko farba, którą został pokryty. Koperta zegarka została zrobiona z tektury, zaś w środku znajduje się mechanizm rosyjskiego budzika, kupionego na targu. 
W świetle przedstawionych przez detektywa Rutkowskiego dowodów, minister przyznał się do mistyfikacji. - Obracałem się w środowisku, gdzie wszyscy nosili drogie zegarki. Nie chciałem odstawać i wstyd mi było, że jestem biedny. Dlatego sam robiłem swoje zegarki, wykorzystując elementy tańszych, kupionych na bazarach albo po prostu znalezionych. Ślęczałem nad nimi całymi nocami po pracy, przy świetle świeczek, bo z głodowej ministerialnej pensji nie stać mnie przecież na opłacenie rachunków za prąd. Przez wiele dni przykręcałem śrubki, malowałem na złoto, dopasowywałem mechanizmy. Udało mi się przy tym dokonywać nie lada sztuk. Możecie wierzyć, że zmiana zegarka z siedmioma melodyjkami, który dostałem na komunię, w złotego wodoodpornego roleksa nie była wcale łatwa. Niekiedy rodziło to przezabawne sytuację. Przez pewien czas nosiłem zegarek przerobiony ze znalezionego na śmietniku zegara z kukułką. Zdarzyło się kiedyś na spotkaniu ministrów transportu Unii Europejskiej, że podczas referowania kluczowej kwestii, z zegarka wyskoczyła mi ta kukułka i zaczęła kukać - śmieje się minister. 
Mogę powiedzieć, że gdybym nie był ministrem, mógłbym być naprawdę niezłym zegarmistrzem. Przyznam się nawet szczerze, że ze swoich osiągnięć w tej dziedzinie jestem o wiele bardziej dumny niż z moich dokonań na polu transportu - powiedział ''Medialnym Faktom'' minister Nowak.

czwartek, 13 czerwca 2013

ROKITA SPRAWDZA JAK ŻYJE SIĘ TZW. BIEDNYM POLAKOM

Na niecodzienny eksperyment socjologiczny zdecydował się Jan Maria Rokita. Polityk chce sprawdzić jak żyje się tzw. biednym Polakom.

Rokita nie wierzy, że w Polsce można żyć biednie.
Powody decyzji są jasne – Jakiś czas temu usłyszałem debatę na temat biedy w Polsce. Oczywiście nie wierzyłem własnym uszom, że za rządów PO takie zjawisko może istnieć. Wg. interlokutorów tej dyskusji w naszym kraju istnieją podobno ludzie, którzy mają problemy ze znalezieniem pracy, a do tego ich całe pensje są np. zajęte przez komorników. Postanowiłem sprawdzić czy faktycznie jest im tak źle, jak mówili opozycyjni kłamcy. W ramach eksperymentu na polityka nałożono zajęcie komornicze na 350 tys. zł, czyli równowartość kredytu na mieszkanie. Ponadto polityk zdecydował się, w celu lepszego wcielenia się w rolę szarego obywatela, złożyć legitymację członkowską Platformy Obywatelskiej. Na chwilę obecną, w początkowej fazie eksperymentu Rokita zdecydował się na opuszczenie Polski. Miejmy nadzieję, że tym razem nie wybierze linii Lufthansa i zdecyduje się na taniego przewoźnika.

LEWICA BRONI JACKA KURSKIEGO

W związku z odebraniem przez Parlament Europejski immunitetu europosłowi Jackowi Kurskiemu (na zdj.) z nieoczekiwaną obroną jednego z czołowych działaczy Solidarnej Polski wystąpili politycy lewicy.
Przypomnijmy, Jacek Kurski na początku tego roku został zatrzymany przez elbląską policję za naruszenie zakazu skrętu w lewo. I właśnie kierunek, w którym podążał europoseł, wzbudził duże kontrowersje. Według redaktora naczelnego ''Krytyki Politycznej'', Sławomira Sierakowskiego świadczy to wyraźnej dyskryminacji lewicy. - Gdyby skręcał w prawo, z pewnością polskie władze nie wystąpiłyby o odebranie immunitetu. To kolejny przykład na to, jak lewica jest traktowana pod rządami prawicowej Platformy Obywatelskiej. 
Natomiast Janusz Palikot stwierdził, iż decyzja ta ma na celu tylko i wyłącznie zohydzenie politykom wykonywania skrętów w lewo. - Ja, kiedy skręciłem w lewo, zostałem szefem ugrupowania parlamentarnego. Platforma chce zapobiec kolejnej takiej sytuacji. 
Wyrazy współczucia Kurskiemu złożył również Leszek Miller, który po kontrowersyjnej decyzji Europarlamentu zaprosił go na Kongres Lewicy. - To dobrze, że poseł Kurski wreszcie podążą w dobrym kierunku. Pragniemy, żeby dołączył do takich działaczy lewicowych jak Lech Wałęsa czy Margaret Thatcher. 
Natomiast sam Jacek Kurski stwierdził: - Nigdy nie skręcałem w lewo, zwłaszcza w Elblągu. Gdybym wtedy skręcił w lewo, z pewnością dojechałbym już do SLD.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

GRONKIEWICZ-WALTZ LIKWIDUJE MPWIK

Prezydent Warszawy, Hanna Gronkowiec-Waltz zlikwiduje Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji. Powodem okazały się zmiany klimatyczne.



Woda z kranu? Do picia tylko Perrier
Ostra nawałnica krytyki przeszła nad stołecznym magistratem po fali ulew, które sparaliżowały miasto. Odpowiedź prezydent miasta była natychmiastowa. - To zmiany klimatu. Trzeba się do nich przyzwyczaić, a nie pomstować na nie – mówiła Hanna Gronkiewicz-Waltz. W związku z tym dalsze istnienie MPWiK pozostawało pod znakiem zapytania. 
Dziś zapadła ostateczna decyzja, przedsiębiorstwo zostanie zamknięte. – Z przyrodą nie wygrasz. Zamiast martwić się zapchaną kanalizacją musimy zwyczajnie się z tym pogodzić. Najwyższy czas, aby Warszawa zaczęła żyć w zgodzie z naturą – kontynuowała Pani Prezydent. W jej opinii nadwyżka wody na warszawskich ulicach może być zlikwidowana przez mieszkańców miasta, którzy pozbawieni wodociągów powinni uzbroić się w wiadra i wybrać nadmiar wody z metra i ulic. Tak uzyskaną wodę można np. wykorzystać do celów domowych. Taka forma współpracy nosi nazwę partnerstwa publiczno-prywatnego i jest  bardzo rozpowszechniona w krajach zachodnich.


Szanowny Pan Redaktor

TERLIKOWSKI ARESZTOWANY, BO… DZIURAWIŁ PREZERWATYWY

Jak donosi mazowiecka policja, znany dziennikarz katolicki Tomasz Terlikowski, były już naczelny redaktor ''Frondy'', został ujęty podczas włamania do kiosku w podwarszawskich Ząbkach. Jak tłumaczył funkcjonariuszom, powodem tego czynu była chęć przedziurawienia znajdujących się tam prezerwatyw.
Najsłynniejszy zombie III RP, Tomasz Terlikowski

Policjanci ujawnili, że podejrzany wraz ze swoimi wspólnikami, byłymi marszałkami Sejmu Markiem J. i Jurkiem M. (ZOBACZ TUTAJ), przepiłowali ręczną piłką do metalu żaluzje chroniące tzw. okienko w kiosku. Następnie Terlikowski wsunął się przez wyrżnięty otwór i zaczął dziurawić znajdujące się na wystawie prezerwatywy. Niestety zaczepił się paskiem o niedopiłowany fragment żaluzji i zawisł na nim. W tej pozycji zastał go patrol, bowiem jego wspólnicy uciekli na widok radiowozu, nie udzielając ''koledze'' pomocy. Dzięki wytężonej pracy policji zostali jednak ujęci następnego dnia w siedzibie partii Prawica Rzeczypospolitej, której obaj są szefami. 
Funkcjonariusze z Ząbek rozbili w ten sposób groźny gang odpowiedzialny za napady na ok. 40 podwarszawskich kiosków, kilkanaście sklepów i 10 stacji benzynowych, podczas których przestępcy dopuszczali się dziurawienia wszystkich znajdujących się tam prezerwatyw. Jak tłumaczyli podejrzani, ich celem było zwiększenie dzietności Polaków. Do tego czynu miał ich skłonić jeden z rysunków Andrzeja Mleczki umieszczony w ‘’Gazecie Wyborczej’’, przedstawiający chłopca dziurawiącemu ojcu prezerwatywy; który zapytany przez matkę, dlaczego to robi, odpowiada: "Sam nie dam rady utrzymać was na emeryturze". Stąd też, jak powiedział Tomasz Terlikowski ‘’Medialnym Faktom’’, ‘’Gazeta Wyborcza’’ po raz kolejny stała się inspiratorką przestępczej działalności i w związku z tym należy ją definitywnie zdelegalizować.
Po aresztowaniu okazało się jednak, że Tomasz Terlikowski od kilku miesięcy nie żyje. (PISALIŚMY O TYM TUTAJ) Jak dowiedziała się redakcja ''Medialnych Faktów'', polska policja poprosiła o pomoc w rozwiązaniu tego problemu, mających spore doświadczenie w dziedzinie zjawisk paranormalnych, swoich kolegów z wydziału Archiwum X amerykańskiego FBI. 
Aresztowano również, podejrzanego o sprzedaż szajce nielegalnych igieł do dziurawienia oraz paserski skup uszkodzonych prezerwatyw, byłego ministra sprawiedliwości Jarosława G., pseudonim ''Zamrożony''. Policja wciąż poszukuje piątek członkini szajki, aktualnie zatrudnionej na stanowisku parlamentarzysty, Krystyny P. Członkom gangu grozi do 10 lat pozbawienia wolności.

sobota, 8 czerwca 2013

PUTIN MA WŁASNE JEZIORO

Kult jednostki we współczesnej Rosji coraz bardziej się rozszerza, momentami dochodząc do absurdu. Chodzi oczywiście o Najprzystojniejszego Rosjanina i Największego Tancerza Rosji (CZYTAJ TUTAJ), a przy tym - mimochodem - prezydenta tego kraju, Władymira Putina. Ostatnio jego imieniem zostało nazwane jedno z jezior w obwodzie pskowskim, położone w pobliżu granicy z Białorusią.

albo po prostu Gnojowy Staw,
jak nazywają je nieoficjalnie miejscowi
Według Michaiła Podliżewieńskiego, burmistrza/mera położonego w pobliżu miasteczka Putinogorod (do 1919 r. Carogorod, później m.in. Stalinogorod i Breżniewgorod) wcale nie chodzi o przypodobanie się najważniejszej osobie Rosji. Celem zmiany ma być przywrócenie dawnej, tradycyjnej nazwy akwenu do niedawna nazywającego się jeszcze Jeziorem Breżniewa. Na znalezionych niedawno w miejscowym archiwum oryginalnych mapach z XVIII w. figuruje ona właśnie pod nazwą Jezioro Putina. - Prawdopodobnie, któryś z przodków dzisiejszego premiera odkrył to jezioro, w tamtym okresie zagubione wśród nieprzebytych ostępów leśnych. - Świadczy to o tym, że Władymir Putin wywodzi się z rodziny znamienitych odkrywców, niewątpliwie bardzo zasłużonej dla Rosji. Tak znakomity prezydent z tak znamienitymi korzeniami zasługuje nie tylko na jezioro własnego imienia, które zostało zresztą przecież nazwana nie na cześć Władymira Putina tylko jego wielkiego przodka, ale na o wiele szersze upamiętnienie. Dlatego też w naszym skromnym miasteczku zorganizowaliśmy muzyczny festiwal putinowski, na którym znajdą się kompozycję poświęcone Władymirowi Putinowi. Ponadto, jak się okazuje, inny z przodków prezydenta był kompozytorem i to znakomitym. Szukamy usilnie w archiwach nut jakiś stworzonych przez niego utworów. Jestem niemal pewien, że znajdziemy je na czas, by móc odegrać przynajmniej jedno dzieło na pierwszym festiwalu putinowskim. 
Przeciwko nazwaniu tego jeziora imieniem Putina zaprotestowała Białoruś. Prezes Białoruskiego Towarzystwa Geograficznego, Wiktor Pińczuk, stwierdził, że w mińskim archiwum odkryte zostały oryginalne mapy z XVI w., na których zbiornik ten nazywa się Jeziorem Łukaszenki. Dowodzi to jego zdaniem, że mapy przedstawione przez Rosjan to "bezczelne fałszerstwo", a jezioro w rzeczywistości zostało odkryte przez Władymira Łukaszenkę, przodka obecnego przywódcy Białorusi.

środa, 5 czerwca 2013

MILLER ZAPROSIŁ ZMARŁĄ THATCHER NA KONGRES LEWICY

Skandal dyplomatyczny wywołał szef Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Nieżyjąca już była premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher otrzymała zaproszenie na Kongres Lewicy od żyjącego jeszcze, byłego już polskiego premiera, Leszka Millera. 


Leszek Miller nigdy nie zmywa z twarzy animuszu
Partyjni koledzy bronią swojego przewodniczącego: - Jaki tam skandal dyplomatyczny. Przecież ona nie pełniła żadnej funkcji publicznej, bo nie żyła. Nawet jak żyła, to nie była już przecież premierem, więc nie rozumiem tej nagonki - tłumaczył rzecznik SLD Dariusz Joński, wybitnej klasy historyk specjalizujący się w powstaniu warszawskim. W obronie kolegi zasugerował także, że z listy wykreślono m.in. Augusto Pinocheta oraz Miltona Friedmana.

Czy tak miałby wyglądać udział
Żelaznej Damy w Kongresie Lewicy?
Zapytaliśmy przewodniczącego, czy zaprosił również Adolfa Hitlera. - Nie przypominam sobie. Wydaje mi się, że mogliśmy o nim zapomnieć - tłumaczył Miller. Z naszych informacji wynika, że oprócz Hitlera na kongresie zabraknie również Ryszarda Kalisza. Natomiast jako gwiazda wieczoru wystąpi laureat Pokojowej Nagrody Nobla, Lech Wałęsa. Nie udało nam się jednak do tej pory uzyskać informacji, czy na jego życzenie SLD-owscy homoseksualiści będą musieli stać za murami kongresowych zabudowań.